Natalia Śmigielska

Bezpłatna konsultacja

Autor: Natalia Śmigielska

  • Postanowienia noworoczne: robić czy nie robić? Jak podejść do zmian, by w nich wytrwać

    Postanowienia noworoczne: robić czy nie robić? Jak podejść do zmian, by w nich wytrwać

    Styczeń to tradycyjnie czas „nowego otwarcia”. Wiele osób z entuzjazmem kreśli ambitne plany: od jutra zero słodyczy, codzienny trening i idealna dieta. Jednak statystyki są nieubłagane – większość z nas porzuca te cele już w połowie lutego. Dlaczego tak się dzieje? Odpowiedź kryje się w psychologii i mechanizmach budowania nawyków. Zamiast pytać „co zmienić?”, warto zapytać „dlaczego?” i „jak?” chcę coś zmienić.

    Robić czy nie robić? To zależy

    Czy warto robić postanowienia noworoczne? Odpowiedź brzmi: to zależy. Jeśli postanowienie jest wynikiem zewnętrznej presji lub chwilowego impulsu, prawdopodobnie skończy się frustracją. Jednak gdy potraktujemy Nowy Rok jako punkt orientacyjny do refleksji nad swoim dobrostanem, czujemy gotowość na zmianę, która od dawna w nas dojrzewała – zmiana ma szansę stać się trwała.

    Mniej znaczy więcej: zasada 1-2 realistycznych celów

    Najczęstszym błędem jest branie na siebie zbyt dużej liczby zmian naraz. Nasze zasoby poznawcze są ograniczone. Zamiast listy dziesięciu punktów (5 treningów w tygodniu, gdy nie trenujemy w ogóle; 2 posiłki dziennie i okienko żywieniowe, gdy na codzień podjadamy co 2 godziny itd.), wybierz 1-2 konkretne postanowienia, które realnie wpiszą się w Twoją codzienność.

    Realistyczny cel to taki, który bierze pod uwagę Twoje obecne zasoby: czas, energię i styl życia. Jeśli pracujesz do późna, postanowienie o codziennym gotowaniu pięciu posiłków może być skazane na porażkę. Zamiast tego spróbuj wprowadzić „mikronawyk”, np. jeden posiłek dziennie jedzony bez rozpraszaczy (telefonu, TV), co wspiera uważne jedzenie i lepszy kontakt z sygnałami sytości.

    Wartości jako Twój kompas w zmianie

    Głównym motywem przewodnim trwałej zmiany powinny być wartości, a nie tylko same liczby na wadze czy centymetrze. Dlaczego to takie ważne? Cele mają swój koniec (np. „schudnę 5 kg”), natomiast wartości są kierunkiem, w którym idziemy przez całe życie (np. „chcę dbać o zdrowie, by mieć siłę bawić się z dziećmi”).

    Kierowanie się wartościami sprawia, że realizacja celu staje się prostsza:

    Wartość: Zdrowie i Energia → Cel: Piję 2l wody dziennie i jem 3 regularne posiłki, bo to przybliża mnie do bycia osobą pełną energii.

    Wartość: Czułość dla siebie → Cel: Rezygnuję z restrykcyjnych diet na rzecz jedzenia intuicyjnego, które szanuje sygnały płynące z mojego ciała; w ramach jedzenia intuicyjnego włączam jedną zasadę – o jedzeniu intuicyjnym przeczytasz więcej w tym artykule: Jedzenie intuicyjne: koniec z dietami i wiecznym poczuciem winy.

    Gdy działasz w zgodzie z wartościami, każde małe potknięcie nie jest powodem do porzucenia drogi, lecz jedynie sygnałem do korekty kursu. Zawsze możesz wrócić do swoich wartości i zaktualizować cel.

    Piętrzenie nawyków (Habit Stacking)

    To jedna z najskuteczniejszych metod budowania nowych nawyków. Polega na „doklejeniu” nowego zachowania do tego, które już wykonujesz automatycznie.

    Wzór: Po [obecny nawyk], zrobię [nowy nawyk].

    Przykład: „Po tym, jak rano wstawię wodę na kawę (obecny nawyk), wypiję szklankę wody (nowy nawyk)”. Dzięki temu Twój mózg wykorzystuje istniejącą już sieć neuronową jako bazę dla nowej czynności.

    Wygaś niechciany nawyk, zastępując go nowym

    Budowanie nowej rutyny staje się znacznie skuteczniejsze, gdy zamiast pustki po „wyciętym” zachowaniu, zaproponujesz swojemu mózgowi nową ścieżkę. Jeśli Twoim automatyzmem po powrocie z pracy jest wielogodzinny maraton przed telewizorem (mimo że wcale tego nie chcesz) – przejmij stery. Ustal zasadę: „Po jednym odcinku nastawiam alarm, który jest sygnałem do rozłożenia maty”. Wystarczy 5 minut ruchu, by przerwać starą pętlę i wysłać do mózgu sygnał: „To ja decyduję, co robię ze swoim czasem”. W ten sposób nie tracisz energii na walkę z pokusą, ale płynnie przechodzisz do działania, które przybliża Cię do Twoich wartości.

    Jak budować nawyki, które zostaną na dłużej?

    Budowanie nawyków to proces, który wymaga czasu i cierpliwości. Zamiast mentalności „wszystko albo nic”, warto postawić na elastyczność. W psychodietetyce wiemy, że sztywne zasady często prowadzą do napięcia, które wieczorami skutkuje jedzeniem emocjonalnym.

    Wskazówki, jak wytrwać:

    1. Zdefiniuj swoje „dlaczego”: Powiąż postanowienie z tym, co jest dla Ciebie naprawdę ważne (wartości).

    2. Zastępuj, zamiast usuwać: Wygaś pętlę starego nawyku, nadpisując go nowym działaniem, które lepiej służy Twoim potrzebom. (np. zamiast 5 minut scrollowania social mediów – 5 minut czytania ebooka w telefonie).

    3. Doceniaj sukcesy: Zauważaj każdy mały krok – regularne śniadanie (gdy wcześniej nie jadłaś ich w ogóle) to już ogromny sukces na drodze do lepszej relacji z jedzeniem.

    Więcej o zmianie nawyków żywieniowych przeczytasz tutaj: Jak skutecznie zmienić nawyki żywieniowe?

    Postanowienia noworoczne mogą być początkiem wspaniałej podróży ku lepszemu samopoczuciu, o ile nie staną się kolejnym batem do samobiczowania lub czynnością do odbębnienia, która nie wnosi realnej wartości do Twojego życia. Pamiętaj, że to Ty jesteś ekspertką od swojego ciała i życia – spróbuj dopuścić własny głos i kieruj się wartościami, które wyznajesz.

    Jeśli chcesz wsparcia na drodze budowania nowych nawyków, zapraszam Cię do współpracy. Daj sobie 2 miesiące działania z psychodietetycznym wsparciem i zbuduj nawyki, które odmienią Twoje życie – na własnych zasadach.

    Sprawdzam terminy!

  • Dlaczego „oszczędzasz kalorie” i boisz się przejedzenia w święta?

    Dlaczego „oszczędzasz kalorie” i boisz się przejedzenia w święta?

    Czy wiesz, że najprostszym sposobem na to, by przejeść się w wigilijny wieczór, jest… próba niejedzenia niczego przez cały dzień? Choć kultura diet karmi nas przekonaniem, że musimy „oszczędzanie kalorii” na później traktować jako strategię, psychodietetyka mówi jasno: to najkrótsza droga do utraty kontroli.

    Strach przed jedzeniem w święta nie wynika z Twojego charakteru, lecz z konkretnych procesów zachodzących w Twoim mózgu i ciele. Dlatego w tym wpisie rozkładamy ten lęk na czynniki pierwsze i sprawdzamy, dlaczego pełne przyzwolenie na jedzenie jest paradoksalnie Twoim najskuteczniejszym narzędziem do zachowania umiaru.

    Mit „silnej woli” kontra biologia – skąd bierze się lęk?

    Wiele osób zastanawia się, jak nie przytyć w święta, zapominając, że największym zagrożeniem nie jest sernik, a psychologiczna i biochemiczna reakcja na zakazy. Warto zrozumieć, że lęk przed jedzeniem karmi się trzema mechanizmami:

    • Teoria powstrzymywania się od jedzenia (Dietary Restraint Theory): Twoje ciało nie wie, że „oszczędzasz miejsce” na pierogi, które planujesz zjeść wieczorem. Ono interpretuje to jako stan zagrożenia (głód), co uruchamia mechanizm biologicznego nadrabiania z nawiązką.

    • Mentalność „ostatniej wieczerzy”: Przekonanie, że od stycznia znów będziesz na diecie, aktywuje w mózgu potrzebę zjedzenia „na zapas”.

    • Samokontrola zamiast samoregulacji: Próba narzucania sobie sztywnych zasad (samokontrola) jest zasobem wyczerpywalnym. Gdy wieczorem poziom energii spada, Dietetyczna Policja w Twojej głowie odpuszcza, a pojawia się impulsywne jedzenie.

    Dlaczego objadanie się w święta to logiczna reakcja organizmu?

    Z perspektywy psychodietetyki objadanie się nie jest porażką, lecz mechanizmem obronnym. Twój mózg reaguje na:

    1. Deprywację psychiczną: To trochę jak z efektem różowego słonia, o którym masz nie myśleć (o czym teraz myślisz?). Gdy zakazujesz sobie makowca, staje się on jedynym obiektem pożądania.

    2. Stres i kortyzol: Świąteczne przygotowania podnoszą poziom kortyzolu, który promuje sięganie po jedzenie wysokokaloryczne jako formę szybkiej regulacji emocji.

    3. Brak regularności: Ignorowanie sygnałów głodu w ciągu dnia doprowadza do stanu tzw. wilczego głodu, przy którym łatwo o przejedzenie.

    Więcej praktycznych wskazówek, jak jeść intuicyjnie i zgodnie z sygnałami głodu i sytości, nie doprowadzając się do wilczego głodu znajdziesz tutaj.

    Strategie oparte na dowodach – jak jeść w święta spokojnie?

    1. Wyjdź z trybu „oszczędzania kalorii”

    Badania pokazują, że regularne posiłki stabilizują poziom glukozy, co bezpośrednio wpływa na Twoje decyzje przy stole. Dlatego zjedzenie odżywczego śniadania i lunchu w Wigilię to Twoja najlepsza decyzja, za którą wieczorem sobie podziękujesz.

    2. Pozwolenie (Unconditional Permission to Eat)

    To fundament jedzenia intuicyjnego. Im bardziej dajesz sobie prawo do jedzenia, tym mniej jedzenie staje się zakazanym owocem. Napięcie emocjonalne spada, a Ty zaczynasz czuć realny smak potraw, a nie tylko przymus ich pochłonięcia, wciągnięcia jak odkurzać lub wżarcia (właśnie te określenia padają na konsultacjach).

    3. Pauza na uważność (Mindful Eating)

    Zanim nałożysz dokładkę, zastosuj prosty check-in. Oceń swoją sytość w skali 1–10. Zapytaj siebie: „Czy jem, bo to nadal mi smakuje, czy bo boję się, że jutro już mi nie będzie wolno?”. Pamiętaj, że jedzenie nie zniknie – jutro też będzie dostępne i równie smaczne (a może jeszcze smaczniejsze, bo „się przegryzie” 😉

    4. Odrzuć myślenie zero-jedynkowe

    Jeden wieczór nie niweczy Twojego zdrowia. To, co szkodzi najbardziej, to nie nadprogramowe kalorie, ale poczucie winy po jedzeniu, które napędza spiralę kolejnych napadów. Więcej o odpuszczeniu poczucia winy i łagodnym rozpoczęciu zmian w stylu życia przeczytasz w tym artykule – Jak zaakceptować siebie i uwolnić się od diet?

    Twoja relacja z jedzeniem zasługuje na wsparcie

    Jeśli świąteczne jedzenie wywołuje u Ciebie paraliżujący lęk, to znak, że czas przestać leczyć objawy kolejną dietą, a zacząć pracować nad przyczyną. Psychodietetyka pozwala odzyskać zaufanie do własnego organizmu poprzez naukę jedzenia intuicyjnego i życzliwą dla siebie zmianę nawyków.

    Nie musisz radzić sobie z tym sama. Jeśli czujesz, że jedzenie stało się źródłem stresu, zapraszam Cię do współpracy.

    Umów się na konsultację i odzyskaj luz przy świątecznym stole.

  • Jak jeść w Święta i nie stracić kontroli nad jedzeniem

    Jak jeść w Święta i nie stracić kontroli nad jedzeniem

    Święta często kojarzą się nie tylko z tradycją i spotkaniami z bliskimi, ale też z napięciem związanym z jedzeniem. Strach przed objadaniem, poczucie utraty kontroli albo myśl „od stycznia wracam na dietę” potrafią odebrać radość z bycia przy stole z rodziną i kosztowania świątecznych przysmaków. A przecież jedzenie w Święta nie musi oznaczać ani restrykcji, ani przejedzenia.

    Jak więc jeść w święta i nie stracić kontroli nad jedzeniem – z większym spokojem, uważnością i zaufaniem do własnego ciała?

    Zadbaj o siebie jeszcze przed spotkaniem przy stole

    Wiele trudności przy świątecznym jedzeniu zaczyna się… dużo wcześniej. Pomijanie śniadania „żeby zrobić miejsce” często kończy się wilczym głodem i utratą kontroli przy stole. Dlatego zadbaj o pełnowartościowe śniadanie i lekką przekąskę w ciągu dnia lub, jeśli czujesz większy głód, śniadanie + obiad. Dzięki temu do świątecznego stołu siadasz z apetytem, a nie z ogromnym uczuciem głodu i przymusem jedzenia wszystkiego naraz.

    Nie zapominaj też o nawodnieniu – oprócz kawy czy herbaty wypij ok. 1,5 litra wody, (tak, świąteczny kompot z suszu też się liczy, jeśli jesteście fanami, ja na pewno nie jestem :). To realnie wpływa na regulację apetytu i sygnały płynące z ciała.

    Naucz się rozpoznawać głód i sytość

    Podczas Świąt łatwo jeść „bo nie wypada odmówić” albo „bo jest okazja”. Tymczasem umiejętność odróżniania głodu fizjologicznego od emocjonalnego to jeden z kluczowych elementów, jeśli chcesz nie stracić kontroli nad jedzeniem w święta.

    Głód fizjologiczny narasta stopniowo i może objawiać się burczeniem w brzuchu, spadkiem koncentracji czy rozdrażnieniem. Sytość to uczucie satysfakcji i spokoju – moment, w którym jedzenie przestaje być potrzebne.

    Jeśli chcesz lepiej zrozumieć te sygnały, zajrzyj do artykułu „Jak rozpoznawać głód i sytość? Sygnały wysyłane przez ciało” – to ważna baza do spokojnego jedzenia także przy świątecznym stole.

    Głód emocjonalny pojawia się nagle, bywa wybredny i często „domaga się” konkretnych potraw lub produktów. Warto wtedy na chwilę się zatrzymać i zapytać siebie: Co teraz czuję? Czego naprawdę potrzebuję?

    Jedz tyle, ile naprawdę chcesz

    Nie musisz zjadać wszystkiego, co masz na talerzu. Możesz poprosić o mniejszą porcję, spróbować symbolicznie albo odmówić dokładki. Stawianie granic przy stole to nie brak kultury tylko troska o siebie.

    Pamiętaj: Twoje „nie, dziękuję” jest wystarczające, nie musisz go uzasadniać, ale możesz, jeśli masz taką potrzebę. I powiedzieć np.: „Nie, dziękuję, już jestem najedzona” lub „Dziękuję, jadłam już to danie i bardzo mi smakuje, ale chcę jeszcze spróbować innych potraw”.

    Postaw na uważne jedzenie

    Jedz powoli, dokładnie przeżuwaj, zwracaj uwagę na smak, zapach i konsystencję potraw. Wyłącz telefon i – jeśli to możliwe – telewizor. Gdy jedzenie przestaje być tłem, łatwiej zauważyć moment sytości i prawdziwej przyjemności.

    To podejście jest bliskie idei jedzenia intuicyjnego, o którym więcej przeczytasz w artykule „Jedzenie intuicyjne: koniec z dietami i wiecznym poczuciem winy!”.

    Zrób przerwę od stołu

    Nie musisz siedzieć i jeść bez końca. Krótki spacer, rozprostowanie nóg, taniec z bliskimi, zabawa z dziećmi czy chwila odejścia od stołu pomagają zmniejszyć napięcie i wrócić do jedzenia z większą uważnością.

    Święta to nie test silnej woli

    Jeśli po Świętach pojawi się myśl: „znowu przesadziłam” – zatrzymaj się. Jedzenie w Święta nie definiuje Twojej wartości ani relacji z jedzeniem. To kilka dni w długim procesie dbania o siebie.

    Jeśli chcesz nauczyć się jeść bez lęku, słuchać sygnałów ciała i wyjść z błędnego koła objadania i restrykcji – to jest dokładnie obszar, którym zajmuje się psychodietetyka. Umów się na pierwszą konsultację i porozmawiajmy o Twojej relacji z jedzeniem – także w Święta. Bez oceniania, za to z uważnością.

  • Jak jeść intuicyjnie po latach diet? 6 kroków, które naprawdę pomagają

    Jak jeść intuicyjnie po latach diet? 6 kroków, które naprawdę pomagają

    1. Zacznij od powrotu do regularności (nie od wsłuchiwania się w siebie)

    Być może brzmi to zaskakująco, ale po latach diet…
    powrót do jedzenia intuicyjnego nie zaczyna się od intuicji.

    Jeśli przez wiele lat byłaś na diecie i Twoje ciało było przyzwyczajone do uczucia głodu, przekąsek i napojów „0 kcal”, zmuszałaś się do jedzenia, nawet gdy nie byłaś głodna, bo wypadał czas posiłku według rozpiski od dietetyka i karałaś się za zjedzenie za dużo lub objadanie po całym dniu trzymania „czystej michy – w takiej sytuacji sygnały głodu i sytości będą rozregulowane. I organizm nie będzie w stanie od razu podpowiadać Ci, kiedy czas na zjedzenie lub zakończenie posiłku.

    Jak zacząć jedzenie intuicyjne po latach diet?

    Na początku nauki jedzenia intuicyjnego najlepiej skupić się na włączeniu rozsądnych zasad zdrow(sz)ego odżywiania.

    Dlatego pierwszy krok to bezpieczna struktura:

    • 3 główne posiłki + 1-2 przekąski,
    • jedzenie co 3-4 godziny,
    • prosta zasada: „nie czekam z jedzeniem do momentu, aż będę umierać z głodu”.

    W czasie wprowadzania struktury do codziennego odżywiania żegnasz dietetyczny reżim i zaczynasz odblokowywać sygnały głodu i sytości, które stanowią fundament dla jedzenia intuicyjnego po latach diet.

    Dopiero za tym fundamentem idzie intuicja.


    2. Przestań oceniać swoje jedzenie – zacznij je obserwować

    Wiele osób po latach diet myli obserwację z kontrolą, a ciało reaguje napięciem.

    Dlatego zamiast kontroli proponuję coś innego:
    łagodną świadomość.

    Która może wyglądać tak:

    • „Po tym posiłku czuję się bardziej spokojna?”
    • „Ile mam energii godzinę po jedzeniu?”
    • „Na ile w skali 1-10 ten posiłek zaspokoił mój głód?”
    • „Czy ten posiłek zaspokoił moją ochotę na słodkie?”

    Bez ocen w stylu: „zjadłam źle” czy „powinnam była…”, „ten deser to przesada, teraz muszę go spalić”.

    Taka „rozmowa z ciałem” jest ważna do nauczenia się rozpoznawania sygnałów głodu i sytości, potrzeb Twojego organizmu i pomaga zbudować większe zaufanie do siebie.


    3. Wprowadź skalę głodu i sytości – ale używaj jej z życzliwością

    Skala głodu i sytości (1-10) to narzędzie, które pomaga w nauce sygnałów wysyłanych przez ciało.

    • 1 – silny głód, rozdrażnienie
    • 4 – pierwsze sygnały głodu, ssanie w brzuchu
    • 6 – komfortowa sytość, uczucie przyjemnej pełności
    • 10 – bardzo pełna/y po dużym posiłku, uczucie dyskomfortu

    👉 Najłatwiej zacząć od obserwacji przed i po jednym posiłku dziennie przez tydzień. Warto zanotować sobie w telefonie lub zeszycie, jak (od 1 do 10) wyglądał poziom głodu i sytości po konkretnych posiłkach.

    np.

    „Śniadanie:

    Przed posiłkiem: 2/10

    zjadłam owsiankę na mleku z garścią malin

    Po posiłku: 6/10, ale byłam głodna 2h po śniadaniu :(„

    Nie chodzi o perfekcję.
    Skala pomaga zatrzymać kontrolę i włączyć autoobserwację, która pozwoli Ci przywrócić zaufanie do własnego ciała i nauczyć się jedzenia intuicyjnego po latach diet.

    Jeśli czujesz, że skala głodu i sytości nadal jest dla Ciebie trudna – spokojnie, możesz zajrzeć do mojego artykułu „Jak rozpoznawać głód i sytość? Sygnały wysyłane przez ciało”, w którym pokazuję konkretne przykłady i mini-ćwiczenia pomagające wrócić do kontaktu z własnym ciałem.


    4. Przywróć wszystkie produkty do diety – inaczej intuicja nie wróci

    To trudny, ale potrzebny krok.

    Jeśli jakieś jedzenie jest zakazane albo złe, mózg reaguje na nie lękiem – a lęk powoduje:

    • obsesyjne myśli o jedzeniu,
    • obwinianie się,
    • epizody objadania się,
    • poczucie utraty kontroli.

    Intuicja nie pojawi się tam, gdzie jest pełno lęku i zakazów. Zrób miejsce dla jedzenia intuicyjnego w przemyślany sposób.

    Odzyskiwanie wolności żywieniowej możesz zrobić krok po kroku:

    • najpierw wprowadź produkt na neutralnym poziomie (bez kompensacji),
    • zjedz go w normalnej porcji,
    • zauważ emocje, sytość, energię po zjedzeniu,
    • potraktuj to jako eksperyment, nie pole do oceny.

    W taki sposób łatwiej dasz znać mózgowi, że nie dzielimy już jedzenia na „dobre” i „złe”. Możemy wyróżnić produkty „mniej” (np. chipsy) i „bardziej odżywcze” (np. chleb razowy). Ale czasami lepiej zjeść upragniony kawałek czekolady niż jabłko, fit batonika, wafle ryżowe w poszukiwaniu zaspokojenia głowy i ochoty na słodycze, a i tak tego zaspokojenia nie znaleźć.


    5. Jedz z ciekawością, nie z obowiązku. Zadawaj sobie dwa pytania

    Odkrywanie ulubionych smaków, szukanie preferowanych konsystencji posiłków, próbowanie nowych produktów to ważna część powrotu do jedzenia intuicyjnego po latach diet.

    Zamiast:

    ❌ „Co powinnam zjeść?”
    ❌ „Co jest zdrowe?”
    ❌ „Co tu ma najmniej kalorii?”

    Zadaj sobie pytanie:

    „Czego teraz potrzebuje moje ciało?”

    (energii? ciepła? lekkości? sytości? czegoś chrupiącego? białka?)

    „Co będzie dla mnie życzliwe?”

    (nie perfekcyjne, tylko życzliwe, odżywcze, wspierające)

    Te pytania pomagają wsłuchać się w sygnały płynące z ciała i zbudować żywieniową intuicję.


    6. Zbuduj swoją „kotwicę bezpieczeństwa”, gdy poczujesz niepokój

    Kiedy ktoś po dietach zaczyna naukę jedzenia intuicyjnego, często pojawia się strach:

    • „boję się, że będę zjadać całe opakowanie ciastek”,
    • „boję się, że stracę kontrolę, gdy w pobliżu będą ulubione czekoladki”,
    • „boję się, że bez diety i zasad będę jeść tylko płatki śniadaniowe i chipsy”.

    To strach wynikający z doświadczeń diet – nie z tego, kim jesteś.

    Dlatego potrzebna jest kotwica bezpieczeństwa, czyli prosta, stała struktura, która pomaga Ci wrócić do równowagi, zanim pojawią się momenty zawahania:

    • regularne posiłki,
    • codzienna rutyna choć jednego posiłku w spokoju,
    • jedna decyzja dziennie zgodna z troską o siebie (np. dorzucam garść warzyw do obiadu, kilka orzechów zawsze do owsianki, żeby czuć większą sytość),
    • kilka zdań wspierających, np.:
      „Zjadłam całą paczkę chipsów z rozpędu, ale to nie znaczy, że cały mój dzień rozsądnego odżywiania i aktywności fizycznej jest przekreślony”, „Objadłam się i czuję się beznadziejnie, ale pomijanie kolejnego posiłku będzie bez sensu. Wybiorę cos odzywczego i będę mieć pod ręką skalę głodu i sytości”.

    Jeśli masz w sobie obawę, że nie dasz rady utrzymać nowych nawyków, może pomóc Ci mój artykuł „Psychologia zmiany – jak krok po kroku zmienić swoje nawyki?”. Tłumaczę tam, dlaczego zmiana bywa trudna i jak budować ją łagodnie, bez biczowania się i z długotrwałym efektem.


    Co się zmieni, gdy zaczniesz uczyć się jedzenia intuicyjnego?

    Nie od razu przyjdzie idealne wyczucie sygnałów głodu i sytości.
    Nikt nie oczekuje od Ciebie, żebyś po każdym posiłku była w stanie powiedzieć, czy najadłaś się na 6 czy 7 na skali. 🙂

    Ale krok po kroku:

    • wróci spokój,
    • zmniejszy się lęk przed jedzeniem,
    • pojawi się większe zaufanie do siebie,
    • uwolnisz się od ciągłego myślenia o jedzeniu,
    • zaczniesz naprawdę czuć swoje potrzeby i stopniowo nauczysz się na nie odpowiadać.

    To nie jest szybki proces niczym 7-dniowy detoks sokowy.
    Powrót do jedzenia intuicyjnego po kilku latach diet może być wyzwaniem. Bo sam czas dietowania był długi, więc potrzebujemy też czasu i cierpliwości, aby go odwrócić i przywrócić organizmowi dostęp do sygnałów z ciała, a także przestać je zagłuszać i nauczyć się je odczytywać. To ważny, czuły proces, który będzie wspierał Twoje odżywianie na lata.


    Na koniec – jedno zdanie, które chcę Ci zostawić

    Możesz jeść intuicyjnie, nawet jeśli przez lata uczyłaś się czegoś zupełnie odwrotnego.
    Intuicję można odbudować.
    Zaufanie do siebie można przywrócić.
    A Twoje ciało naprawdę potrafi mówić – potrzebuje tylko czasu, żeby znów poczuło się bezpiecznie.

    → Jeśli chcesz poprowadzenia przez proces nauki jedzenia intuicyjnego, aby wrócić w końcu do siebie po latach tkwienia w błędnym kole diet, zapraszam Cię na spotkanie: sprawdzam dostępne terminy.

  • Dlaczego ciągle jestem głodna? Spojrzenie psychodietetyka

    Dlaczego ciągle jestem głodna? Spojrzenie psychodietetyka

    To uczucie jest doskonale znane większości z nas. Ledwo odłożyłaś widelec, a już myślisz o kolejnym posiłku. Burczy Ci w brzuchu, brakuje Ci energii, a myśl o sięgnięciu po kolejną przekąskę staje się coraz bardziej natarczywa. Pytanie „dlaczego ciągle jestem głodna?” często bywa źródłem frustracji, ale odpowiedź na nie rzadko jest prosta i nie sprowadza się wyłącznie do kwestii spożytych kalorii. Jako psychodietetyk, wiem, że ciągłe uczucie głodu to złożona relacja pomiędzy fizjologią a psychiką, a zrozumienie jej to pierwszy krok do odzyskania wewnętrznej równowagi.

    Rozpoznaj swojego głoda: fizjologiczny vs. emocjonalny

    Pierwszym i najważniejszym krokiem do poradzenia sobie z tym problemem jest nauczenie się rozróżniania, jaki rodzaj głodu odczuwasz. Głód fizjologiczny jest sygnałem od Twojego ciała, że potrzebuje ono paliwa. Narasta stopniowo i zazwyczaj towarzyszą mu fizyczne odczucia, takie jak burczenie w żołądku, poddenerwowanie czy spadek koncentracji. Jedząc w odpowiedzi na ten sygnał, po prostu zaspokajasz biologiczną potrzebę.

    Zupełnie inaczej wygląda głód emocjonalny. Pojawia się nagle, często pod wpływem silnych emocji – stresu, nudy, smutku czy lęku (czasem także radości). Nie jest to pragnienie zjedzenia czegokolwiek, ale bardzo konkretnej rzeczy: czegoś słodkiego, słonego czy chrupiącego – często to ochota na ulubiony comfort food. Jedzenie w tym przypadku staje się narzędziem do ukojenia emocji, a nie do zaspokojenia głodu. To próba wypełnienia wewnętrznej pustki, która nigdy nie zostanie zaspokojona przez jedzenie.

    Więcej o głodzie fizjologicznym i emocjonalnym przeczytasz tutaj.

    Gdy posiłki nie dają sytości: co jest na talerzu?

    Niewłaściwa kompozycja posiłków to jedna z najczęstszych fizjologicznych przyczyn ciągłego głodu. Jeżeli Twoja dieta opiera się głównie na węglowodanach prostych, szybko strawisz posiłek, a poziom cukru we krwi gwałtownie wzrośnie i opadnie, co wywoła kolejny atak „wilczego głodu”. Aby temu zapobiec, zadbaj o to, by każdy posiłek był zbilansowany. Białko i zdrowe tłuszcze zapewnią długotrwałe uczucie sytości, a węglowodany złożone, takie jak kasze czy pełnoziarniste pieczywo, ustabilizują poziom energii. Pamiętaj także o odpowiednim nawodnieniu – bywa, że pragnienie mylone jest z głodem.

    Stres i emocje: głowa, która też potrzebuje „jeść”

    Jedzenie i emocje są ze sobą nierozerwalnie połączone. Długotrwały stres, lęk czy nuda mogą zaburzać naturalny mechanizm głodu i sytości. Organizm, wystawiony na działanie hormonów stresu, domaga się łatwo dostępnej energii, często w postaci wysokoprzetworzonych produktów. W ten sposób jedzenie staje się dla nas strategią radzenia sobie z trudnymi emocjami. To błędne koło, w którym zajadamy stres, a potem czujemy się winni, co tylko potęguje negatywne emocje i prowadzi do kolejnego sięgnięcia po jedzenie.

    Pułapki restrykcyjnych diet

    Ironicznie, ciągłe poczucie głodu może być również efektem restrykcyjnych diet i „oszczędzania kalorii”. Długotrwałe ograniczanie się prowadzi do nasilonej fiksacji na jedzeniu i osłabienia samokontroli. W efekcie, po okresie restrykcji często dochodzi do napadów objadania się, szczególnie wieczorami, gdy poziom energii psychicznej jest najniższy. Takie myślenie, oparte na zero-jedynkowych zasadach, odcina nas od naturalnych sygnałów, jakie wysyła nasze ciało.

    Zamiast walczyć, zacznij słuchać: w stronę samoregulacji

    Zamiast ciągłej walki z głodem i nakładania na siebie kolejnych zakazów, warto nauczyć się słuchać swojego ciała i pracować nad relacją z jedzeniem. Jedzenie intuicyjne to proces, w którym to Ty, a nie rozpiska od dietetyka, decydujesz, kiedy, co i ile jesz.

    Dowiedz się więcej o jedzeniu intuicyjnym.

    Zadbaj o to, by posiłki były odżywcze i satysfakcjonujące. Odkryj inne niż jedzenie sposoby na ukojenie emocji – może to być wieczorna chwila dla Ciebie: moment z herbatą, ulubiona muzyka, pisanie w dzienniku albo po prostu krótki spacer. Pamiętaj, że samoregulacja, która dba o dobrostan organizmu, jest lepszym kompasem niż samokontrola, która ślepo dąży do wyniku. Praca nad tym to proces, który wymaga cierpliwości i wyrozumiałości dla siebie.

    Podsumowanie

    „Dlaczego ciągle jestem głodna?” – ciągłe poczucie głodu, nawet po jedzeniu, rzadko jest wyłącznie problemem fizjologicznym. Najczęściej wynika ze złożonej interakcji między tym, co jesz, a tym, co czujesz. Kluczem do odzyskania kontroli jest nauczenie się odróżniać głód fizjologiczny od emocjonalnego. Pamiętaj, że zbilansowane posiłki, zawierające białko, zdrowe tłuszcze i węglowodany złożone, zapewniają długotrwałą sytość. Równie ważne jest jednak radzenie sobie ze stresem i emocjami w sposób, który nie polega na zajadaniu ich. Zamiast szukać kolejnej restrykcyjnej diety, zacznij słuchać swojego ciała i budować z nim zdrową, opartą na zaufaniu relację.

    →Jeśli czujesz, że trudno Ci samodzielnie rozpoznać, skąd bierze się to uczucie i jak sobie z nim radzić, zapraszam Cię na konsultację psychodietetyczną. Wspólnie znajdziemy źródło problemu i opracujemy strategie, które pomogą Ci odzyskać zdrową relację z jedzeniem i ze sobą.

    Sprawdzam wolne terminy!

  • 4 nieoczywiste sposoby na uważne jedzenie: jak odzyskać radość z jedzenia?

    4 nieoczywiste sposoby na uważne jedzenie: jak odzyskać radość z jedzenia?

    Czy zdarza Ci się jeść w pośpiechu, nie do końca czując smak i zapominając o prawdziwej przyjemności z jedzenia? Masz dość, że orientujesz się, że jesz posiłek dopiero w chwili opróżnienia talerza? Męczy Cię rozproszenie i leżący w pobliżu telefon czy włączony telewizor?

    Wiem coś o tym i jestem tu, aby podzielić się z Tobą 4 nieoczywistymi sposobami na uważne jedzenie, które pomogą Ci odzyskać maksymalną satysfakcję z każdego kęsa. Jako psychodietetyk, wiem, jak ważne jest budowanie zdrowej relacji z jedzeniem – takiej, która karmi nie tylko ciało, ale i napełnia spokojem głowę.

    Dlaczego warto jeść uważnie?

    W dzisiejszym zabieganym świecie, jedzenie często staje się jedynie czynnością do „odhaczenia”. Jemy przed telewizorem czy komputerem, w samochodzie, scrollując telefon. To prowadzi do rozproszenia, utraty przyjemności z posiłku, a często także do przejadania się i braku świadomości sygnałów płynących z naszego ciała. Uważne jedzenie (mindful eating) to sztuka bycia w pełni obecnym podczas posiłku, angażując wszystkie zmysły i wsłuchując się w wewnętrzne sygnały głodu i sytości. Jeśli chcesz zgłębić temat świadomego odżywiania, sprawdź mój artykuł o tym, jak odróżniać prawdziwy głód od głodu emocjonalnego.

    Moje sprawdzone metody na uważne jedzenie i odzyskanie radości z jedzenia

    Poznaj moje osobiste sekrety uważnego jedzenia, które sprawiły, że każdy posiłek stał się doświadczeniem pełnym smaku i świadomości.

    1. Posiłki na zewnątrz, czyli natura jako Twój partner w uważności 🌳

    To był dla mnie absolutny game changer tego lata! Wyjście z jedzeniem na zewnątrz – na taras czy do ogrodu – sprawiło, że moje posiłki stały się prawdziwą ucztą dla zmysłów. Zamiast wpatrywać się w ekran, patrzę w niebo, na zieleń, na mojego psiego towarzysza-żebraka, zamienię słowo z mężem, pokontempluję śpiew ptaków, zachwycę się zapachem okolicznych roślin.

    Brak rozpraszaczy, tylko czysta obecność w naturze. Ta zmiana otoczenia naturalnie wycisza umysł i skupia uwagę na tym, co najważniejsze – na jedzeniu i otaczającym Cię świecie. Spróbuj, a zobaczysz, jak inaczej potrafi smakować jedzenie w naturze, gdy naprawdę jesteś tu i teraz. To proste, a tak skuteczne ćwiczenie uważności!

    2. Jedzenie rękoma, czyli sensoryczna podróż w głąb doświadczenia jedzenia 🤌🏻

    Zdziwiona/y? A jednak! Wszystko, co tylko mogę, staram się jeść… rękoma. To niesamowite, jak dotyk wyostrza zmysły! Nagle możesz poczuć temperaturę jedzenia, jego strukturę – czy jest chrupiące, miękkie, klejące, gładkie. To taka mini sensoryczna lekcja uważności w każdym kęsie, która natychmiast przenosi Cię w głąb doświadczenia jedzenia.

    Oczywiście, używam łyżki do owsianki czy zupy, ale pinsy, omlety, tosty, gotowane warzywa, owoce, ciasta? Wszystko rękami! Dotyk jest jednym z najbardziej pierwotnych zmysłów i angażowanie go podczas jedzenia pomaga nam połączyć się z jedzeniem na głębszym poziomie. Spróbuj – to świetny sposób na trening uważności podczas jedzenia.

    3. Samodzielne przygotowywanie posiłku, czyli faza głowowa trawienia w akcji 🧠

    Czy wiesz, że proces trawienia… rusza już w momencie myślenia o posiłku? To nie żart, to ma swoją naukową nazwę – faza głowowa trawienia! Gdy kroimy, mieszamy, układamy składniki, nasz mózg dostaje sygnał: „Za chwilę jedzonko!”. Zaczynamy wydzielać więcej śliny, żołądek wydziela więcej soków trawiennych.

    Nawet proste złożenie kanapki od podstaw – pokrojenie pieczywa, przygotowanie warzyw, nałożenie ulubionych dodatków (angażując zmysły dotyku, wzroku i węchu) – to już wystarczy, aby nasz mózg dał znać reszcie ciała o zbliżającym się posiłku. Dzięki temu także zwalniamy tempo, nastawiamy się mentalnie na posiłek i wchodzimy w niego bardziej świadomie. To nie tylko przygotowanie posiłku, to przygotowanie umysłu do jedzenia.

    4. Reagowanie już na delikatny głód, czyli klucz do spokojnego i świadomego jedzenia 🌀

    To chyba jeden z najtrudniejszych, ale i najbardziej satysfakcjonujących punktów, zwłaszcza po latach bycia na diecie i zagłuszania głodu kawą czy gumą do żucia (been there, done that!).

    Zauważyłam, że gdy zaczynam przygotowywać posiłek, czując delikatny głód (czyli to lekkie ssanie w żołądku, mały dyskomfort albo bardziej pragmatycznie: zbliżanie się zwyczajowej pory jedzenia), jem zupełnie inaczej. Spokojnie, małymi kęsami, dokładnie przeżuwając, z prawdziwą uważnością.

    Gdy doprowadzam się do silnego głodu, jestem sfrustrowana i chcę zjeść cokolwiek, byle jak najszybciej. Wtedy najczęściej orientuję się, że jem…dopiero pod koniec posiłku, opróżniając talerz. Zauważenie i zareagowanie na ten subtelny sygnał (delikatne burczenie w brzuchu, lekki dyskomfort z powodu braku posiłku – albo kręcenie się po kuchni w poszukiwaniu czegoś do zjedzenia) to klucz do uważnego i świadomego jedzenia, bez pośpiechu i bez poczucia „zejdź mi z drogi i nie podchodź dopóki czegoś nie zjem”. To praktykowanie jedzenia intuicyjnego w czystej postaci. Więcej na ten temat znajdziesz w moim wpisie: czym dokładnie jest jedzenie intuicyjne i dlaczego warto je praktykować.

    Podsumowanie

    Wprowadzenie tych prostych nawyków może diametralnie zmienić Twoją relację z jedzeniem i z własnym ciałem. To nie wymaga rewolucji, a odrobiny świadomości i chęci do eksperymentowania. Uważne jedzenie to nie tylko zdrowsze nawyki żywieniowe, ale także lepsze samopoczucie, większy spokój i prawdziwa radość z każdego posiłku dzięki dokładnemu smakowaniu i delektowaniu się jedzeniem.

    ✨ Potrzebujesz indywidualnego wsparcia w budowaniu zdrowej relacji z jedzeniem i uważności w codziennym życiu? Umów się na konsultację i wspólnie odkryjmy Twoje sposoby na świadome odżywianie. Kliknij tutaj, aby dowiedzieć się więcej i zarezerwować termin!

  • Jedzenie intuicyjne: koniec z dietami i wiecznym poczuciem winy

    Jedzenie intuicyjne: koniec z dietami i wiecznym poczuciem winy

    W świecie, gdzie diety pojawiają się i znikają jak mody, a poczucie winy po zjedzeniu ulubionego ciastka jest na porządku dziennym, pojawia się alternatywa: jedzenie intuicyjne. To podejście, które zaprasza nas do odrzucenia sztywnych reguł i powrotu do naturalnej zdolności naszego ciała do regulowania jedzenia. Ale czym dokładnie jest jedzenie intuicyjne i czy to coś dla Ciebie?


    Czym jest jedzenie intuicyjne?

    Jedzenie intuicyjne to znacznie więcej niż tylko „jedzenie, kiedy jesteś głodny i przestawanie, kiedy jesteś syty”. To kompleksowe podejście, które uczy nas budować zdrową i pełną szacunku relację z jedzeniem i własnym ciałem. Opiera się na dziesięciu kluczowych zasadach, które pomagają odzyskać zaufanie do wewnętrznych sygnałów głodu i sytości oraz satysfakcję z jedzenia.

    Zapomnij o liczeniu kalorii, makroskładników czy wbijaniu wszystkiego, co zjesz w aplikację. Jedzenie intuicyjne koncentruje się na świadomym słuchaniu swojego ciała i reagowaniu na jego potrzeby, zamiast podążania za narzuconymi z zewnątrz zasadami dietetycznymi. To nauka rozróżniania głodu fizycznego od emocjonalnego, akceptacji swojego ciała oraz czerpania radości z jedzenia, bez poczucia winy czy wstydu.


    Dziesięć zasad jedzenia intuicyjnego:

    Twórczynie koncepcji intuicyjnego jedzenia, Evelyn Tribole i Elyse Resch, opracowały dziesięć zasad, które stanowią ramy tego podejścia:

    1. Odrzuć dietetyczną mentalność: Pozbądź się przekonania, że istnieje „cudowna dieta”, która rozwiąże wszystkie Twoje problemy z wagą. Uwolnij się od myślenia o sobie jako osobie na diecie.
    2. Doceniaj swój głód: Naucz się rozpoznawać fizyczne sygnały głodu i jedz, zanim poczujesz wilczy głód i złość. Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o tym, jak rozpoznawać głód i sytość – zajrzyj do mojego poprzedniego wpisu.
    3. Pogódź się z jedzeniem: Daj sobie bezwarunkową zgodę na jedzenie. Kiedy zakazujemy sobie pewnych pokarmów, często ochota zjedzenia ich wzrasta i to nimi objadamy się po zbyt mocno restrykcyjnych dietach.
    4. Nie daj się Dietetycznej Policji: Pozbądź się wewnętrznego krytyka, który ocenia, co „powinnaś” lub „nie powinnaś” jeść i przestań dzielić jedzenie na „dobre” i „złe”.
    5. Odkryj radość jedzenia: Jedz to, co sprawia Ci prawdziwą przyjemność, a Twoje zadowolenie z życia wzrośnie. Zwracaj uwagę na smak, zapach i teksturę jedzenia.
    6. Poczuj sytość: Słuchaj sygnałów sytości wysyłanych przez ciało. Zwróć uwagę, kiedy jesteś najedzony, a nie przejedzony.
    7. Bądź wyrozumiały dla swoich emocji: Znajdź inne sposoby radzenia sobie ze stresem, nudą czy smutkiem, niż sięganie po jedzenie. Jedzenie może przynieść krótkotrwałą ulgę, ale nie rozwiąże naszych problemów z emocjami.
    8. Szanuj swoje ciało: Akceptuj i szanuj swoje ciało takie, jakie jest, niezależnie od rozmiaru. Zrozum, że nie każdy musi ważyć tyle samo. Więcej o tym, jak zaakceptować siebie i uwolnić się od diet, przeczytasz w innym artykule.
    9. Ruch – poczuj różnicę: Skup się na tym, jak ruch fizyczny sprawia, że czujesz się dobrze, masz sprawniejsze ciało, głowa staje się spokojniejsza, a nie tylko na spalaniu kalorii.
    10. Dbaj o zdrowie dzięki łagodnemu odżywianiu: Wybieraj pokarmy, które sprawiają, że czujesz się dobrze i wspierają Twoje zdrowie, ale bez perfekcjonizmu i sztywnych zasad.

    Dla kogo jest jedzenie intuicyjne?

    Jedzenie intuicyjne jest idealne dla osób, które:

    • Są zmęczone byciem w ciągłym kole diet i efektem jojo.
    • Chcą uzdrowić swoją relację z jedzeniem i przestać postrzegać je jako wroga.
    • Często doświadczają poczucia winy po jedzeniu.
    • Jedzą pod wpływem emocji lub stresu.
    • Pragną nauczyć się słuchać własnego ciała i jego potrzeb.
    • Chcą odzyskać radość z jedzenia i wolność wyboru.
    • Chcą poczuć się swobodnie we własnym ciele i szanować je bez względu na rozmiar.
    • Pragną przestać wpisywać do apki każdą zjedzoną kalorię.

    Nie jest to szybkie rozwiązanie na utratę wagi, choć często jest to jeden z naturalnych skutków ubocznych długotrwałego stosowania jedzenia intuicyjnego. Jest to proces nauki i samopoznania, który wymaga cierpliwości, otwartości i gotowości do zmiany perspektywy. W zamian za to daje wolność i radość z jedzenia, satysfakcję z ruchu i szacunek do własnego ciała.


    Czy jedzenie intuicyjne jest dla Ciebie?

    Jeśli czytając o jedzeniu intuicyjnym, poczułeś ulgę, nadzieję lub zaciekawienie, to znak, że to podejście może być dla Ciebie. Pozwala ono na elastyczność i daje przestrzeń na błędy, ucząc się od nich, zamiast karać się za każde potknięcie odbieraniem sobie jedzenia.

    Gotowy, by zrzucić kajdany diet i zacząć naprawdę słuchać swojego ciała? Intuicyjne jedzenie może być kluczem do trwałej zmiany nawyków i zbudowania zdrowej, satysfakcjonującej relacji z jedzeniem na całe życie.

    Masz wrażenie, że to podejście jest dla Ciebie, ale potrzebujesz wsparcia w jego wdrożeniu? Indywidualna konsultacja psychodietetyczna to idealne miejsce, by krok po kroku odkrywać, jak intuicyjne jedzenie może zmienić Twoje życie.

    → Umów się na pierwszą konsultację i sprawdź, jak mogę Ci w tym pomóc – bez presji, z pełnym zrozumieniem.

  • Jak wrócić do zdrowych nawyków po wakacjach?

    Jak wrócić do zdrowych nawyków po wakacjach?

    Wakacje to czas luzu, odpoczynku i oderwania się od codziennej rutyny. To naturalne, że w tym czasie jemy: gofry nad morzem, lody wieczorami, późne śniadania i kolacje. I nie ma w tym nic złego! Problem pojawia się wtedy, gdy po powrocie czujemy się na tyle rozregulowani i wytrąceni z rytmu, że trudno nam wrócić do wcześniejszej rutyny.

    Jak więc odzyskać dobre nawyki bez poczucia winy i bez popadania w skrajności?

    1. Nie karz się za to, co było

    Pierwszy krok to zrozumienie, że wakacyjna elastyczność to nie porażka. Ciało nie działa zero-jedynkowo i nie przytyjemy od jednego większego niż zazwyczaj posiłku. Po powrocie z wyjazdu nie potrzebujesz detoksu ani dodatkowego cardio. Potrzebujesz łagodnego powrotu domowej rutyny i do tego, co Ci służy.

    W artykule „Dlaczego zmiana stylu życia to nie projekt na 3 tygodnie?” poruszam temat trwałości zmian – to świetny moment, by sobie przypomnieć, że Twoje zdrowe nawyki nie zniknęły. Po prostu na chwilę zrobiły miejsce innym doświadczeniom.

    2. Zacznij od jednego prostego nawyku

    Zamiast robić listę 10 rzeczy do zmiany, wybierz jeden element, który sprawi, że poczujesz się lepiej i którego zmiana sprawi największą różnicę w Twojej codzienności. Może to: regularne śniadania, więcej warzyw do obiadu, spacer po pracy. Jedno działanie na raz. To wystarczy na początek, by podbudować sprawczość i wysłać informację do mózgu, że robimy to, trwamy w nawyku i wtedy można poklepać się po ramieniu za działanie. To wystarczy naszej głowie, by sprawić, że dalsze kontynuowanie danego zachowania będzie atrakcyjne do podtrzymywania. A co Tobie pomagało przed wakacjami? 🙂

    Jeśli nie wiesz, od czego zacząć – ten artykuł pomoże Ci obrać kierunek. Małe kroki to najskuteczniejsza metoda wprowadzania zmian.

    3. Zadbaj o łagodną rutynę

    Czyli podstawy! 🙂 Do tych drobnych rzeczy warto wracać w pierwszej kolejności. One już kiedyś działały. Wróć do posiłków o podobnych porach, zadbaj o sen, nawadnianie, lekki ruch. Nie wszystko naraz, ale z myślą: „wracam do tego, co zwyczajowo wspiera moje ciało i głowę”. Możesz spisać, co Ci pomagało przed wakacjami – i wprowadzać stopniowo te zachowania do codzienności – często to wystarczy, by znów poczuć kierunek, w którym chcemy podążać i zauważyć efekty małych codziennych działań.

    4. Wybacz sobie i idź dalej

    To najtrudniejsze, ale i najważniejsze. Poczucie winy to najgorszy doradca – wywołuje stres, a stres nie sprzyja zdrowym decyzjom. Daj sobie prawo do bycia człowiekiem i zaakceptuj sinusoidę lepszych i gorszych momentów, po której się poruszamy. Im szybciej wybaczysz sobie wakacyjne decyzje żywieniowe i zaczniesz patrzeć na siebie mniej oceniając, a bardziej wspierająco, tym szybciej uda Ci się powrócić do korzystnych dla zdrowia przedwakacyjnych nawyków lub stworzyć ich lepsze, bardziej dopasowane do Ciebie wersje.

    5. Zacznij – mimo niechęci

    To chyba najbardziej upierdliwy moment – przejście od planowania do działania, kiedy nie idzie zgodnie z założeniami. Nasz mózg nie lubi wysiłku i będzie podpowiadał najprostsze rozwiązania. Jeśli podczas wakacji odpoczywamy na leżaku przy basenie, to całkiem naturalne, że teraz trudno zmobilizować się do aktywności. Ale właśnie wtedy warto założyć buty i wyjść z domu. Jeśli dojdziesz na siłownię i zrobisz krótki trening – świetnie. A jeśli tylko się przejdziesz i wrócisz? To też krok w dobrą stronę. Liczy się moment rozpoczęcia, a nie perfekcyjne wykonanie. Bo motywacja pojawia się w trakcie działania i podtrzymywania nawyku. Więcej o tym, jak radzić sobie z początkiem zmian, przeczytasz w artykule „Psychologia zmiany – jak krok po kroku zmienić swoje nawyki?”.

    Powrót do codziennych zdrowych nawyków po wakacjach nie musi oznaczać rewolucji. Czasem wystarczy jeden nawyk, jedna decyzja i odrobina łagodności wobec siebie.

    Masz ochotę wrócić do rytmu bez presji, głodu i poczucia winy? Wspólnie przyjrzymy się Twoim nawykom, potrzebom i temu, co naprawdę działa.
    Umów się na pierwszą konsultację psychodietetyczną – to może być początek Twojego nowego, spokojniejszego podejścia do jedzenia.

    ściskam
    en

  • „Zjedz mięso, ziemniaczki zostaw” – rola mięsa w diecie

    „Zjedz mięso, ziemniaczki zostaw” – rola mięsa w diecie

    W polskich domach mięso często uznawane jest za synonim obiadu. Hasła w stylu: „Zjedz mięso, ziemniaczki zostaw” towarzyszą wielu osobom od dzieciństwa. W dodatku nadal wiele osób postrzega dietę bezmięsną jako niedoborową czy mniej odżywczą. Tymczasem rola mięsa w diecie to temat znacznie bardziej złożony, a decyzja o jego obecności – lub ograniczeniu – powinna wynikać ze świadomości, a nie presji kulturowej.

    Mięso to siła? Czyli co słyszeliśmy od dziecka

    W wielu rodzinach spożywanie mięsa utożsamiane było z dobrym żywieniem, zdrowiem, a nawet sukcesem finansowym. Brak mięsa na talerzu często interpretowano jako objaw niedostatku. Nic dziwnego, że te głęboko zakorzenione przekonania zostały z nami do dziś.

    Z perspektywy psychodietetycznej to ciekawe zjawisko: żywieniowe przyzwyczajenia rodziny często mają silniejszy wpływ niż aktualne rekomendacje naukowe. Dlatego praca nad zmianami w odżywianiu wymaga nie tylko wiedzy, ale także przepracowania wewnętrznych przekonań.

    Rola mięsa w diecie

    Mięso może być źródłem białka, żelaza, cynku czy witaminy B12. Jednak jego nadmiar, zwłaszcza w postaci mięsa czerwonego i przetworzonych wędlin, kiełbas czy parówek powiązywany jest z wyższym ryzykiem chorób sercowo-naczyniowych, nowotworów (np. jelita grubego) oraz przedwczesnej śmierci.

    W rekomendacjach naukowych (WHO, EAT-Lancet) zaleca się ograniczenie spożycia mięsa czerwonego do 350–500 g tygodniowo, a przetworzonego do minimum. Tymczasem według badań Instytutu Żywności i Żywienia, przeciętny Polak spożywa go znacznie więcej.

    Czy trzeba rezygnować z mięsa?

    Nie. Ale warto się zastanowić: czy mięso jest dodatkiem do obiadu, czy jego centrum? Czy umiem zbudować posiłek roślinny, który mnie nasyci i zadowoli smakowo?

    W artykule „Co to właściwie znaczy: jeść zbilansowanie?” piszę o proporcjach na talerzu i roli warzyw, roślin strączkowych i tłuszczów roślinnych w codziennej diecie. Właśnie takie podejście – elastyczne i świadome – pomaga zredukować ilość mięsa w codziennej diecie bez uczucia straty.

    Dieta planetarna

    To świetne miejsce, żeby wspomnieć o diecie planetarnej. Została ona opracowana przez naukowców z inicjatywy EAT-Lancet, ma na celu ochronę zdrowia ludzi i planety. Zmniejszenie ilości mięsa w diecie (szczególnie czerwonego i przetworzonego) nie tylko redukuje emisję gazów cieplarnianych, ale także pomaga zachować bioróżnorodność i ogranicza zużycie wody. To nie jest dieta eliminacyjna, lecz propozycja bardziej zbilansowanego jedzenia dla siebie i środowiska. Nie musisz rezygnować z mięsa całkowicie, ale możesz je traktować jako dodatek (tak jak w diecie planetarnej lub modelu fleksitariańskim), nie jako fundament każdego posiłku.

    Mięso i emocje? To się łączy

    Niektórzy jedzą mięso, bo „inaczej nie czują się najedzeni” – ale często to nie fizjologiczny głód, a przyzwyczajenie lub potrzeba emocjonalnego ukojenia. W tekście „Jak rozpoznawać głód i sytość? Sygnały wysyłane przez ciało” poruszam temat, jak rozróżniać głód emocjonalny od głodu fizjologicznego. To kolejny powód, by na mięso spojrzeć nie tylko przez pryzmat kalorii czy źródła składników odżywczych, ale i „nawyków emocjonalnych”.

    Porozmawiajmy o Twoim talerzu

    Zmiana sposobu myślenia o jedzeniu to proces. Czasem wystarczy kilka małych kroków, by mięso nie znikało z diety całkowicie, ale przestało dominować. Wsparcie psychodietetyczne może pomóc Ci przełamać przekonania wyniesione z domu i odzyskać sprawczość w wyborach żywieniowych.

    Umów się na pierwszą konsultację i sprawdź, jak może wyglądać zbilansowana dieta dopasowana do Ciebie – z mięsem lub bez, ale zawsze ze świadomością wyboru. 🙂

    Źródła:

    1. Mięso czerwone i przetworzone – za i przeciw, artykuł autorstwa mgr inż. Wojciech Kłys, dr inż. Katarzyna Stoś (Mięso czerwone i przetworzone – za i przeciw – Narodowe Centrum Edukacji Żywieniowej).
    2. Diets-for-a-Better-Future_G20_National-Dietary-Guidelines.pdf
  • Dlaczego zmiana stylu życia to nie projekt na 3 tygodnie?

    Dlaczego zmiana stylu życia to nie projekt na 3 tygodnie?

    Nie da się „ogarnąć życia” w trzy tygodnie. A jednak wiele osób właśnie tego się po cichu spodziewa — że nowy plan żywieniowy, ambitne wyzwanie treningowe albo idealny planer rozwiąże wszystko w magiczne 21 dni. Tylko że zmiana stylu życia to nie projekt z datą końcową. To proces, który — choć może być piękny — bywa też chaotyczny, zaskakujący i… ludzki.

    Oczekiwania kontra rzeczywistość

    Kiedy zaczynasz coś nowego, naturalnie masz nadzieję na szybkie efekty. Ale warto sobie uświadomić, że Twój organizm, Twoje emocje i nawyki — nie działają na skróty. Potrzebują czasu, wsparcia i elastyczności. Jeśli chcesz zbudować coś trwałego, nie da się tego zrealizować metodą „wszystko albo nic”.

    W pracy z osobami, które chcą coś zmienić, najczęściej widzę jedno: początkowy zapał, który znika, gdy rzeczywistość staje się bardziej wymagająca niż zakładaliśmy. I właśnie wtedy najwięcej zależy nie od siły woli, ale od tego, czy w ogóle uwzględniliśmy słabsze momenty, mniejszą motywację czy gorsze dni.

    Zmiana stylu życia to droga, nie cel

    Prawdziwa zmiana nie polega na wpisaniu idealnych posiłków do aplikacji. To raczej codzienne małe wybory, które robisz z troską o siebie, nawet jeśli poprzedniego dnia było „nieidealnie”. Z czasem uczysz się, co dla Ciebie znaczy jeść zbilansowanie, a nie trzymać się sztywno rozpiski.

    I z biegiem czasu zauważasz też, że ruch, który miał być przykrym obowiązkiem, naprawdę pomaga Ci rozładować napięcie czy poprawić nastrój. Tak jak pisałam w artykule o aktywności fizycznej i emocjach, ciało i psychika są ze sobą nierozerwalnie połączone.

    A co z wyzwaniami w stylu „75 Hard”?

    W mediach społecznościowych coraz częściej przewija się trend 75 hard challenge – wyzwanie oparte na żelaznej dyscyplinie. Przez 75 dni bez przerwy trzeba m.in. trenować dwa razy dziennie, przestrzegać ścisłej diety bez wyjątków, pić codziennie ponad 3 litry wody, robić zdjęcie sylwetki i czytać książki rozwojowe. Dla niektórych może to być forma mobilizacji i poczucia kontroli. Ale dla wielu — pułapka perfekcjonizmu, czarno-białego myślenia i wypalenia. Gdy jeden dzień „siądzie”, łatwo pojawia się frustracja i porzucenie całego procesu.

    Jeśli naprawdę zależy Ci na trwałych efektach, lepiej sprawdzi się łagodniejsze, psychodietetyczne podejście. Taki proces zakłada Twoje gorsze dni, zmęczenie, nieprzewidziane sytuacje. Daje przestrzeń na odpoczynek i refleksję. Nie chodzi o to, żeby robić wszystko idealnie, tylko żeby robić to wystarczająco dobrze, przez dłuższy czas. Zamiast pytać: „czy dam radę przez 75 dni?”, zapytaj: „co jestem w stanie robić przez najbliższy rok?”. Właśnie tam zaczyna się prawdziwa zmiana. Jeśli chcesz zobaczyć, jak można podejść do zmiany bez presji i z myślą o dłuższej perspektywie, zajrzyj do artykułu o skutecznym wprowadzaniu nowych nawyków.

    Nie wszystko znajdziesz w Google

    To, że masz dostęp do tysięcy informacji, nie znaczy, że jesteś w stanie samodzielnie je przesiać, zrozumieć i jeszcze zastosować. Zmiana stylu życia wymaga nie tylko wiedzy, ale też refleksji, konsekwencji i przestrzeni na błędy. O tym więcej pisałam we wpisie czy potrzebuję dietetyka, skoro wszystko jest w Google?.


    Potrzebujesz wsparcia w swojej zmianie?

    Zapraszam Cię na 80-minutową konsultację wstępną online, podczas której porozmawiamy o Twoich potrzebach, stylu życia i dotychczasowych doświadczeniach. Wspólnie opracujemy plan, który naprawdę pasuje do Twojej codzienności.

    → Umów się na pierwszą konsultację i sprawdź, jak mogę Ci w tym pomóc – bez presji, z pełnym zrozumieniem.